Brownie wegańskie i wartościowe liczenie kalorii

Brownie wegańskie i wartościowe liczenie kalorii

Z jednej strony oklepany temat, który często pojawia się w kontekście bezmyślnego “zgubienia” zbędnych kilogramów. Bezmyślnego, bo często bez troski o jakość spożywanych posiłków oraz refleksji nad konsekwencjami zdrowotnymi. Spróbuję pokazać Wam aspekt liczenia kalorii z innej perspektywy.

Liczyć czy nie liczyć?

Jako, że zrywam ze sceptycyzmem skupię się raczej na pozytywnej stronie liczenia kalorii. Szczerze mówiąc jest ich przeważająca ilość. Według mnie. Oczywiście są i zagrożenia, jednak ich nigdy nie unikniemy.


Dlaczego jestem za liczeniem kalorii i dlaczego uważam że to temat wart poruszenia? Zaznaczam, na wstępie, że nie każda metoda jest złotym środkiem dla każdego. Uważam, że mimo to wielość sposobów uczy nas myślenia w kategorii “a jakby to plastycznie zmienić pod siebie?” albo “dlaczego ta metoda nie sprawdza sie u mnie?”. No właśnie tak jest ze wszystkim. Kiedy coś nam nie odpowiada warto zastanowić się dlaczego i spróbować zrobić tak, żeby coś nam jednak odpowiadało. Nie bądź marudnikiem, który znajdzie zawsze powód, by dystyngowanie lub trochę mniej kręcić nosem.


Dzięki takim dociekaniom nieco wgłębimy się w swoje mocne i słabe strony, dzięki czemu lepiej wypracujemy mechanizm motywacji, samozaparcia, utrwalimy w sobie systematyczność, pożądany nawyk.

Monitorowanie kalorii

Często spotykam osoby, które mówią “już prawie nic nie jem, a ciągle tyję”. Może tak być nie wykluczam tego faktu. Ale najczęściej nie chcemy myśleć o tym, ile zjadamy. Zwłaszcza pustych kalorii. Często do perfekcji wmawiamy sobie, że “to tylko mały gryz” czegoś co generalnie wykluczamy z diety. Jednak sytuacja wygląda nieco inaczej kiedy ten gryz przeradza się w paczkę XXL.


Po części wynika to ze ścisłości mojego umysłu, ale wierzę w liczby, nie oszukamy ich. Doskonale wiem po sobie, że również potrzebuję kontroli, którą sama wprowadzam. Kontroli w postaci liczenia kalorii, które zjadam, bo często się zapominam. Nie potrzebuję tyle zjeść, ale już jem, bo zrobiłam więc dlaczego nie? Nie jest to dobre, bo powinniśmy zawsze kończyć jedzenie zanim poczujemy się tak pełni, że ciężko się będzie ruszyć.


Poza tym bardzo chętnie nie przywiązujemy wagi do tego ile co ma kcal “A to taki kawałeczek, co to jest”. Uwielbiam Vegemajo, ale wiadomo, że jak każdy majonez jest tłusty, pierwszy w składzie jest olej rzepakowy. Mała łyżeczka to około 140 kcal! Nie jest to mega dużo no, ale jeżeli zjemy takie 3 plus smażony omlecik do tego i może jeszcze jakieś tłuste pesto może nam wyjść w 1 posiłku połowa zalecanej dziennie dawki kalorii!


Nie mamy świadomości ile zjadamy, tym bardziej, jeśli nigdy się tym nie interesowalismy.
Liczenie kalorii jest pozytywne również dlatego, że zanim kupimy produkt patrzymy jaką ma wartość A w związku z tym również na skład. Może efektem będzie, że weźmiecie coś nie tylko mniej kalorycznego, ale z mniejszą zawartością cukru i tłuszczu, a z większą zawartością błonnika!


Dodatkowo, zaczniecie myśleć o sposobie przygotowywanych posiłków. Bardzo rzadko cokolwiek smażę, a jeżeli już to smażę np. cebulkę z przyprawami, następnie dodaje to do gotowego dania. Smażąc wszystko razem podnosicie poziom kaloryczności całego dania. I tak mając niskokaloryczne warzywa wrzucimy je na olej, nagle staną się… tłuste. Nie ma innej opcji. Poza tym jeśli do gotowego dania dodacie olej to również macie większy wybór wartościowych składników. Oleje extra virgin powinno się używać na zimno, są bardzo ważne w naszej diecie zwłaszcza olej lniany (kopalnia kwasu omega 3, którego jak na lekarstwo w diecie typowego Polaka). Jeżeli jemy wszystko smażone już nie mamy kiedy używać tych olejów na zimno.
Nie mówcie mi, że polejecie nim sałatkę wówczas kiedy wszystko pływa w tłuszczu.
Sensowne liczenie kalorii motywuje nas do zdrowszej diety, motywuje nas również, żeby nie jeść śmieci, bo to puste kalorii, a uprawiając sport trzeba się nieźle napocić, żeby faktycznie je spalić.
Liczenie również ma tą zaletę, że pozwoli Wam zdać sobie sprawę, że robienie głodówek i detoksów jest bez sensu. I szybko prowadzi, do tego że z 1000 kcal, które jedliście zaczynacie rzucać się na całe góry jedzenia. Najważniejsza, jest równowagi, a takie skoki nie mają z nią nic wspólnego.

Ważne też, aby ustalić ilość kalorii, ktora macie zjadac, pomogą Wam w tym różne aplikacje. Ogólny schemat w przybliżeniu wygląda tak:

www.e-podreczniki.pl

Jeśli chcecie bardziej skrupulatnie dowiedzieć się jaki jest Wasz dzienny bilans energetyczny wystarczy poszukać kalkulatora BMI w Google. Podając swój wiek, wzrost, masę ciała, rodzaj wykonywanej pracy oraz Wasza aktywność fizyczna dowiecie się jaka ilość kalorii będzie dla Was optymalna.

Jak się w tym nie zgubić?

Jeśli już podejmujecie decyzję o liczeniu kalorii najlepiej ściągniecie aplikację, która Wam to ułatwi, ja lubię Yazio. Plusem takiej aplikacji jest także to, ze przypominam Wam o piciu wody oraz, że można skorelować kalorii spożyte z tymi, które spalicie wprowadzając Wasze treningi. To bardzo mobilizujące i darmowe. Wiadomym jest, że nie policzycie każdej kalorii. Potrzebny jest nasz zdrowy rozsądek. Będąc gdzieś poza domem nie możemy wpadać w panikę, że ciężko nam coś skalkulować. Nie możemy też starać się szukać pretekstow do oszukania samego siebie. Robisz to dla siebie. Nikt Cię nie będzie rozliczał.
Ważne też, by zaopatrzyć się w wagę i ważyć suche produkty. Tak jest łatwiej. Ja na przykład również nie liczę surowych warzyw i gotowanych na parze. Oczywiście poza ziemniakami. Liczę już olej, majonez albo pesto, które do nich dodaje.
Pamiętaj, że owoce mogą mieć różna wartość kaloryczną, ale nie przejmuj się tym, wklikaj w aplikacji ilość i nie daj się zwariować.
Każdy powinien wyrobić sobie swój system i nie zniechęcać się. Nie chodzi o ideał. Chodzi o to, aby żyć w zgodzie ze sobą, aby wypracować takie podejście, do którego się nie zniechecicie i w którym wytrwacie. Osiągniecie swoje cele!

Brownie z ciecierzycy

(Bezglutenowe, wegańskie, bez cukru)

200 ml wody
200 g daktyli
60 g pasty kokosowej
250 g ciecierzycy już ugotowanej lub ze słoika
6 łyżek oliwy z oliwek
80 g mielonego lnu
60 g kakao
20 g karobu (można ominąć i dać więcej kakao)
Łyżka bezglutenowego proszku do pieczenia
Łyżeczka sody
Szczypta soli

Polewa:

50 g czekolady roztopionowej w kąpieli wodnej plus ulubione dodatki na wierzch np.orzechy

Przygotowanie:
Daktyle umieścić w garnku wraz z wodą, solą, pastą kokosową i gotować na wolnym ogniu. Kiedy daktyle zmiękną, a pasta się rozpuści dodać ciecierzycę i zmiksować na gladziutki krem. Dodać resztę składników i wymieszać, aż do połączenia się składników.
Piec 40 minut w 180st. C. Polać rozrobioną z wodą czekoladą i schłodzić.

Ps. Pamiętajcie przy takiej ilości błonnika (len, ciecierzyca) pijcie dużo wody, aby wszystko pracowało w waszym przewodzie pokarmowym jak należy! 🙂

Bibligrafia:

Kasiagandor.com

https://epodreczniki.pl/a/wlasciwe-odzywianie-warunkiem-zdrowia/DRQdiNjWP
“Wściekły kucharz. Cała prawda o zdrowym jedzeniu i modnych dietach” – Warner Anthony

“Cicha władza mikrobów” – Alanna Collen

“Antyrak: nowy styl życia” – David Servan-Schreiber

“Dobre bakterie” – Robynne Chutkan
“Lagom. Szwedzki sekret dobrego życia” – Akerstrom Lola A.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments