Chlebek bananowy z owocami i weganizm w podróży

Chlebek bananowy z owocami i weganizm w podróży

Weganizm w Polsce stał się bardzo powszechny, trzeba wręcz użyć słowa modny. Nieważne są jednak pobudki, ważne jest to, że można już praktycznie w każdym dużym mieście dobrze zjeść, no, a w małych? W małych nie jest tak lekko, pocieszające jest to, że każdy sklep czy market oferuje produkty wegańskie i to nie jedynie pietruszkę czy pomidora :).

Co jeść w podróży?

Fakt jest jeden, trzeba wszystko sobie zaplanować. Jeśli jedziesz w ciemno bez sprawdzenia czego możesz się spodziewać na miejscu skazujesz się, albo na głodówkę, albo na jedzenie sucharków. Co więc zrobić aby nie zepsuć sobie odpoczynku z powodu burczącego brzuszka?

Po pierwsze warto napisać na różnych grupach wegańskich i spytać o polecane wegańskie miejsca w danym mieście. Kto jak nie drugi weganin powie Ci co w trawie piszczy i gdzie warto być. My zawsze sprawdzamy także miejsca w okolicy, w której będziemy w Internecie, na podstawie opinii oraz bardzo często podanego na stronie menu wiemy czy dane miejsce nas zainteresuje.

Po drugie i najważniejsze warto wziąć akcesoria, które pomogą w razie gdyby faktycznie nie było co zjeść. My zawsze bierzemy tak zwaną “torbę- lodówkę”, robiąc jedzenie na drogę i na pierwszy dzień. I co ważne jedzenie, które normalnie nie muszą być koniecznie w lodówce. Najczęściej robimy paję, pizzę kroimy do śniadaniówki. Czy też klopsy pakujemy w papier i podgryzamy w trasie. W razie czego na drugi dzień robimy chleb, a pastę czy hummus kupujemy nawet w Żabce. Przewidujemy ile zjemy, żeby nam się nie zmarnowało, bo jednak taka torba też nie zachowa świeżego jedzenia na długi czas. Stanowi jedynie ochronę przed nagrzaniem przez słońce i temperaturą z zewnątrz, ale też na parę godzin.

Zawsze też mam ze sobą jakąś suchą mieszankę do zalania. Oczywiście samodzielnie zrobioną. Domowa granola czy płatki owsiane pomieszane w tytce z cynamonem, rodzynkami, kokosem mogą spokojnie leżeć i czekać, aż nadejdzie ich pora. Do takiej kompozycji wystarczy gorąca woda, owoce lub jogurt roślinny. Zwykle w hotelach czy hostelach wybieramy opcję z aneksem kuchennym jednak myśleć o kubkach, czajnikach, nożach na własną rękę to trochę za dużo. Zwłaszcza, że przy bookowaniu samego pokoju nie macie miejsca na nic z czynności kulinarnych. Z aneksem będzie Wam o wiele łatwiej czy to zrobić sałatkę czy zwyczajny ryż, jagłę czy komosę z mlekiem i owocami ;).

Dlatego pakujemy część do śniadaniówek, żeby można coś było zrobić na kolejne dni i wziąć na drogę. Mimo to warto szukać smaków miasta. Mieszkam w Mysłowicach i tutaj szczyt wegańskiego luksusu na mieście to cappuccino na stacji BP i jeszcze może dwie kawiarnie. Jednak już w Katowicach lubimy wpadać do Bujnej, można najeść się do syta w rozsądnej cenie. W Bytomiu również można znaleźć dobry hummus w kawiarni Suplement, falafel w Quebab czy kukurydziane tacos w barze Zelter, a nawet deserki z bitą śmietaną kokosową w Avocado Art Bistro. Uwielbiam Bytom, naprawdę jest w czym wybierać, jak dla mnie jest lepszy pod tym względem od Katowic.

Restauracje “gdzie indziej”


Na Śląsku, gdzie mieszkamy świat się nie kończy. Często tam gdzie podróżujemy ciężko powiedzieć czy będzie “co jeść”, przed wyjazdem do Bolonii pytałam na którejś z grup co tam można zjeść, wiecie co? Odzew był zerowy. W trakcie zwiedzania zrozumiałam czemu. W Bolonii zjadłam na mieście jakieś smutne wytrawne niby ciastko z ciecierzycy. Naprawdę przeszliśmy całe miasto z telefonem i wujkiem Google i niestety stricte Włoskiego wegańskiego nie znaleźliśmy nic. Udało mi się ostatecznie zjeść w tureckiej knajpce z falafelem, ale był naprawdę pysznie!

Na pocieszenie dodam, że jest tam moc bazarków ;).

Kiedyś myślałam, że w światowych stolicach znajdziesz wszystko. Nasze podróże trochę sprowadziły mnie na ziemię. Powiem Wam w jakich miejscach roślinożerca się naje :D! Zdecydowanie Wiedeń wspominam najlepiej, wszędzie moc szyldów “wegańskie” nie tylko pyszne kawy, ale i zupy- kremy, burgery i inne wegańskie pyszności. Jeśli chodzi o Holandię również można pojeść, trochę fastfoodowo, ale jest ok. W Mediolanie czuć klimat świata modelek, w którym to weganizm jest na topie, więc spokojnie coś smacznego znajdziecie. Grecja, Turcja, Hiszpania, Bułgaria, Albania, Egipt, Tunezja to full wypas kuchni roślinnej, w ogromnym stopniu śródziemnomorska. Weganin naje się nawet za mięsożernego kompana!

Byłam w szoku jeśli chodzi o Pragę, w której nie udało mi się wypić nawet cappuccino. W Oslo również było ciężko, ale myślę, że to niewielki procent z naszych wypraw. Odwiedzamy duże miasta lub stolice, więc jesteśmy o tyle mniej obiektywni. Jednak jeśli chodzi o Polskę sprawa wygląda inaczej…

“Gdzie indziej” w Polsce

Jesteśmy na świeżo, bo wczoraj wróciliśmy z objazdówki po Polsce. Jednak wegańsko jem nie od dziś. W dużych miastach najlepiej zjadłam w Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Opolu, Krakowie. Trochę niewiele jak na liczbę zwiedzonych miast. Trzeba się cieszyć tym co się ma. I korzystać z innych dóbr naszego kraju.

Byliśmy ostatnio w Sandomierzu głównie w celu zobaczenia winnicy, nie oczekiwałam, że uda mi się tam zjeść, ale winnica była warta zobaczenia. Kojarzycie komedię romantyczną z Meg Ryan “Francuski pocałunek” było właśnie tak jak w filmie. Pięknie, w południowym stylu, w oderwaniu od rzeczywistości. Polecam Wam Winnicę Sandomierską.

W Warszawie nikogo nie dziwi, że na każdym rogu można się najeść. Mango czy Tel aviv to moje ulubione miejsca, próbowałam spróbować czegoś innego, ale masę miejsc akurat jest zamkniętych. Tel aviv odwiedziłam również w Łodzi, sprawdzone chyba jednak najlepsze! Masę razy jadła w tych miejscach i nigdy się nie zawiodłam.

Poza tym uwielbiamy pewne smaczki miasta pyszne smoothie i frappe w Coffee- jka, Kafej, Lufcie, Przędzy w Łodzi.

…a także czekolady, które kochamy nad życie zawsze będąc w Warszawie odwiedzamy Chocolate Story, nigdy nas nie zawodzi (tym razem odwiedziliśmy również w Łodzi).

Zachęcamy Was do próbowania smaków pochodzących z różnych rejonów świata, nie zawsze znajdziecie to na co się nastawiliście, czasem odkryjecie o wiele więcej!

Chlebek bananowy z sezonowymi owocami

(wegański, bezglutenowy, bez cukru)

Składniki na prostokątną formę 26x12x8 cm:
3 bardzo dojrzałe banany
80 g mąki owsianej
3 łyżeczki mąki z tapioki
3 łyżeczki mąki z ciecierzycy
3 łyżki oleju np. ryżowego
łyżeczka sody
szczypta soli
wierzch:
ulubione owoce sezonowe u mnie borówki, wiśnie i maliny

Przygotowanie:
Banany zmiksować na gładko dodać resztę składników, wymieszać dokładnie, przełożyć do formy włożonej papierem do pieczenia. Na wierzchu ułożyć owoce. Piec godzinę w 180 stopniach C. Przestudzić i jeść! Smacznego!

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments