Męska konfrontacja z kuchnią roślinną

Męska konfrontacja z kuchnią roślinną

Dla odmiany zupełnie inny punkt widzenia. Męska odpowiedź na dietę roślinną. Łukasz opowiada jak to wygląda z jego perspektywy ;). Mam nadzieję, że ta wypowiedź da Wam pełniejszy obraz tego jak można żyć zdrowiej. A co ważniejsze, że zmiana nie oznacza wyrzeczeń! To wszystko zależy od Was!

Pierwsze starcie

Weganizm?! Co? Jak można się obyć bez serów? Uwielbiam mięso i jakoś ciężko jest mi sobie wyobrazić życia bez “schabowszczaka”, ale bez nabiału już totalnie nie umiałem sobie tego uzmysłowić. Wydawało mi się, że weganie jedzą tylko jakieś smutne, surowe warzywa.

Kiedy poznałem Natalię, mniej więcej takie miałem wyobrażenie wegan. Dla ludzi, którzy jedzą mięso i całe swoje życie byli na domowej kuchni mamy jest nie do pomyślenia fakt, że można wykluczyć z diety tak wiele rzeczy. Pamiętam jak zaprosiłem pierwszy raz Natalię do siebie do domu i jeszcze nie do końca wiedziałem, co tak naprawdę Ona je. Nakupiłem wtedy jakichś owoców (m.in. mango, awokado), których nigdy wcześniej nie jadłem. Okazało się, że część z nich w ogóle nie było dojrzałe. Natalia zaśmiała się i powiedziała, że będą dobre za miesiąc.

Pozorna błahostka potwierdzała moje obawy. Moje wątpliwości budził też fakt, że wegańska kuchnia nie zasmakuje, a będę zmuszany do jedzenia jej ciągle albo co najgorsze będę sam musiał przejść na weganizm.

Całkiem inna odsłona

Na szczęście Natalia pokazała mi kuchnię roślinną w innym świetle. Można jeść warzywa i nie muszą być one nudne, ani surowe. Nie spodziewałem się, że można tyle niesamowitych rzeczy zrobić z samych warzyw, orzechów i zbóż. Najbardziej zdziwiła mnie różnorodność dań skomponowanych przez Natalię. Nawet ciężko jest mi sobie przypomnieć czy jakieś z jej potraw jadłem dwa razy, bo ciągle komponuje coś nowego.

Widzę jakie błędy myślowe popełniałem przed tym jak się poznaliśmy. Dla mnie zapiekanka warzywna była zalana zawsze śmietaną, serem i mielonym mięsem, a warzywem były kartofle. Jeśli się ma w głowie taki obraz i teraz “musisz” (ze swoich wyobrażeń o weganizmie) wykluczyć nabiał i mięso to zostają ci kartofle i wydaje się to mało apetyczne. Dlatego rozumiem moich znajomych, do których czasem wpadamy z Natalią. Oni z kolei nie mają pomysłu co tu zrobić do jedzenia, bo myślą jak mięsożercy i trudno im się dziwić. Chyba najtrudniejsza w tym wszystkim jest zmiana myślenia, tak mi się wydaje.

Zmiana nie oznacza rezygnację

Po stokroć powtarzam, że uwielbiam mięso i nie wyobrażam sobie życia bez nabiału, ale sam teraz jem milion razy zdrowiej. I to z własnej woli! Zjem nawet tego, tak zwanego “schabowszczaka”, jednak wrzucam tam więcej warzyw (świeżych, nie koniecznie buraki ze słoika). Staram się urozmaicać mój talerz żeby wyglądał kolorowo i smakowicie.

Zdarza mi się też, że jestem kilka dni na totalnym weganizmie i nie jem wcale, ani mięsa, ani nabiału. Natalia robi bardzo dobre obiady i desery, a ja nie czuje potrzeby, żeby gotować dwa osobne obiady. Wiec gotujemy wspólnie. Jest przy tym trochę śmiechu i wygłupów. Staramy się, żeby urozmaicić sobie ten czas i żeby gotowanie nie było pracą tylko naszą wspólną zabawą. Nie raz nie mam pojęcia co z Natalią ugotujemy. Śmiejemy się, że wyznacza mi nieprecyzyjne zlecenia kulinarne.

Przykładowo, gdy daje mi cebulę i prosi o pokrojenie zawsze dopytuję ją o konkrety, gdyż nie wiem do czego ta cebula ma służyć. Wtedy Natalia stwierdza, że mam pokroić jak chcę i zostawia mnie z tą informacja wracając tym samym do gotowania. Wtedy szturcham ją po plecach i oddaję całą cebulę, mówiąc “pokroiłem”. Lubimy żartować i wiem, że dzięki temu się docieramy, uczymy siebie. Myślę, że takie wspólne gotowanie też nas zbliża. Czasem bywa tak, że jakąś potrawę Natalii wzbogacę o kilka składników niewegańskich, bo zatęsknię za serami, śmietaną, jogurtem czy mięsem.

Co się zmieniło?

Kiedyś wszystko co robiłem wychodziło z mięsa. Każdą potrawę w głowie komponowałem od tego co za rodzaj “mięcha” kupię. Reszta to tylko dodatki i na nich się w ogóle nie skupiałem, bo to tylko zapychacze takie jak frytki czy ziemniaki albo ryż. Teraz spawy mają się trochę inaczej. Bazą wyjściową są warzywa, a reszta to dodatki. Zmiana myślenia nie była wcale taka trudna jak mi się na początku wydawało. Potrzebowałem tylko bodźca do tego, żeby zmienić myślenia. Moim była Natalia, a Waszym mamy nadzieję, że będzie “Narwana Zielenina”.

Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że po zmianie diety zmieniłem się ja sam. Mam swoich wegańskich faworytów takich jak mleko z orzechów laskowych, które uwielbiam z kawą mrożoną, tak samo jak wszelakie: sorbety, ciasta marchewkowe, brownie buraczane i przekąski rożnego typu: marcepan czy krakersy ze słonecznika. Jest tego naprawdę dużo i nie starczyłoby chyba miejsca, aby to wszystko ująć. Sam teraz zauważyłem po namyśle jak wiele rzeczy w swoim życiu przeobraziłem, wybierając smaczniejszą i zdrowszą alternatywę.

Nie dość, że czuję się teraz lekko i trochę schudłem to jeszcze mam w sobie więcej energii. Więcej rzeczy mam ochotę zrobić i żyję bardziej aktywnie. Nie miałem pojęcia, że zmiana diety tak pozytywnie na mnie wpłynie. To wszystko jest niesamowicie ze sobą powiązanie. I nie potrafię wyjść z podziwu, że nie trzeba robić nic wielkiego wystarczy tylko bardziej kolorować nasze własne talerze, by zmienić swoje życie i podejście do niego.

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o