Talerz meksykańskich rozmaitości i sztuka “odstawiania”

Talerz meksykańskich rozmaitości i sztuka “odstawiania”

Wiele czytam i dowiaduje się o początkujących “roślinożercach”. Wiem, jak to ciężko kiedy nasz umysł jest nastawiony na konkretny tryb. Często widzimy tylko główną alejkę, z kolei dróżki poboczne jakoś przelatują mimochodem, w pośpiechu, przybierając kształt tworów, które są dla nas mniej pewne niż wydeptana trasa.

Jak się przestawić?

Pytanie często brzmi, jak przejść na dietę roślinną? Mogę Wam doradzić na podstawie własnych doświadczeń. Temat diety i całościowo rozumianego dobrostanu jako celu dążeń jest dla mnie bardzo intrygujący i niezamiennie świeży od początku mojej “roślinnej pielgrzymki”.

Ciągle się kształcę w tym kierunku i dociekam. Mając nieustannie nowe niewiadome i wyzwania z nimi związane. Jednak kiedy docieram do momentu jakiejś zmiany w trybie życia nigdy nie jest opisane jak to zrobić. Rzucić wszystko, opróżnić szafki, wyjechać do Indii, czy po prostu zacząć myśleć o sobie?!

Nie jest to temat łatwy, z pozoru wydaje się błahy, ale kwestia jedzenia może (nie musi) wywrócić Twoje życie do góry nogami. Jedyne co w takiej sytuacji mogę to podzielić się z Tobą moimi wrażeniami i odczuciami w tej kwestii.

Kawałek mojej historii

Przejście na rośliny było u mnie płynne, mało drastyczne. Wszystko zaczęło się w sierpniu 2011 roku kiedy powiedziałam stop mięsu. Miałam dość jego zapachu, smaku i wszystkiego co z nim związane, czułam, że muszę coś zmienić. Dopiero wtedy zaczęłam uczyć się gotować, korzystając z dobrodziejstw kuchni roślinnej.

Przez pierwszy rok, półtora byłam wegetarianką, wciąż ciągnęło mnie do sera, jogurtów, jajek, masła, mleka. Nie wyobrażałam sobie bez nich życia. Nie wiem czy w ogóle chciałam “rzucić” nabiał, ale jedno jest pewne- czułam się po nim źle. Czy to podświadomość i wrażenie, że mleko zwierzęce nie jest dla nas tylko właśnie dla zwierząt czy po prostu nietolerancja pokarmowa. NIE MAM POJĘCIA!

Również fakt, że przechodziłam na weganizm z Mamą był kluczowy, pewnie, gdyby nie wspieranie się w tej decyzji byłoby zdecydowanie trudniej.

Spotykam się z poglądem, że osoby chcące zmienić dietę natrafiają na całą rzeszę przeciwników. Jest to spory dyskomfort i istna kłoda. Kluczowy aspekt w tej sprawie to pokazanie innym, zwłaszcza innym, na których nam zależy, że naprawdę podchodzimy do tego z głową. Przemycanie treści z książek naukowych, zbilansowana dieta, jeśli podejdziesz rozumnie nikt nie będzie negował Twojej decyzji! Moi znajomi śmieją się, że prędzej oni przejdą na rośliny, niż mnie zdołają namówić na zmianę przekonań.

A reszta świata? Dużo jest złych głosów. “Twoje życie jest smutne i bez mięsa”. To i wiele innych haseł wielokrotnie słyszałam. Takim osobom nie ma co tłumaczyć czegokolwiek, jedynie pożałować ich w duchu, taki egocentryzm i brak empatii to przykra sprawa, ale nie dla nas tylko dla nich samych.

Stało się!

Może to silna wola, a może kierowanie się potrzebami swojego ciała i ducha, faktem jest, że odstawiłam wszystko co budziło jakiekolwiek sprzeczności we mnie samej.

Owszem tęskniłam za nabiałem, może rok, w końcu przestałam, zaczęłam być bardziej kreatywna w kuchni i po prostu już nie miałam za czym tęsknić. Czułam i czuje wciąż, że żyję w zgodzie ze swoją naturą.

Dieta i co jeszcze?

Co się zmieniło? To właśnie pierwsze NIE spowodowało, że zaczęłam myśleć o sobie, o tym co ja lubię, co mi sprawia radość, co wolę. W efekcie zaczęłam podejmować całkiem inne decyzje, kierując się intuicją. Kiedy dacie dojść do głosu waszej podświadomości, wsłuchacie się w ciało i umysł, już nie będziecie błądzić.

Nie wybierzecie fast foody, po których czujecie się fatalnie, nie będziecie jeść w biegu wrzucając byle czego. Zdacie sobie sprawę, że Wasz organizm to świątynia, o którą należy dbać. Dieta pociąga za sobą całe pasmo zmian, jeśli wyciszycie swój organizm i zbliżycie Wasze życie do rytmu natury.

Reasumując: żyj tak jak chcesz, jak Ci serce i intuicja podpowiadają, słuchaj siebie i nie daj się zwieźć na manowce. To Twoje życie, wykorzystaj je jak najlepiej potrafisz 😉

Burgerowe burrito

(bezglutenowe, wegańskie)

Składniki:
150 g kaszy jaglanej
300 g mieszanki kukurydzy, żółtej fasolki szparagowej, groszku
filiżanka czerwonej fasoli
40 ml passaty pomidorowej
70 g płatków owsianych
40 g uprażonych pestek dyni
1 łyżeczka kurkumy, słodkiej papryki, soli, bazylii
szczypta pieprzu, chili, imbiru
3 łyżki oleju rzepakowego

Przygotowanie:
Kaszę jaglaną ugotować w 350 ml wody z dodatkiem przypraw. W międzyczasie zmiksować płatki oraz pestki, dodać do masy i wszystko razem zblendować na gładko, dodać warzywa i jeszcze trochę niedbale miksować. Dorzucić resztę składników i wymieszać, doprawić. Mokrymi dłońmi formować burgery i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, piec 30 minut w 180 st. C. 

Najlepiej smakują z sosem pieczarkowym na mleku migdałowym z dodatkiem mąki gryczanej i pieczonymi selefrytkami, batatami, ziemniakami z dodatkiem kurkumy, pieprzu, chili i imbiru, pokropionych olejem rzepakowym oraz poniższą pastą ❤

Pasta z suszonych pomidorów i jabłka

(bezglutenowe, wegańskie, bez pieczenia)

Składniki:
100 g czerwonej soczewicy
70 g kaszy jaglanej
3 ząbki czosnku 
100 g jabłka
3 łyżki oleju lnianego
7 suszonych pomidorów 
3 łyżki pasaty pomidorowej
1 łyżeczka bazylii, ziół prowansalskich, kurkumy,
szczypta soli, pieprzu, imbiru, papryki chili

Przygotowanie:
Czerwoną soczewicę i kaszę jaglaną ugotować do miękkości w około 400 ml wody z dodatkiem suszonych pomidorów. Następnie odstawić. Pokroić drobno jabłka i czosnek, gdy masa ostygnie dodać wszystkie składniki zmiksować na gładko. Przechowywać w lodówce. Smacznego!

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o