Torcik “bez- serowy” oreo i zdrowa dyscypliną

Torcik “bez- serowy” oreo i zdrowa dyscypliną

Myślę, że idealny temat przy cieście, które w 100% fit nie jest. Jak zachować umiar gdy wokół tyle pokus? Jak nie potępiać siebie za drobne potknięcia?

Przychylność

Dieta to takie magiczne i od dekad “modne” słowo. Stawia nas w sytuacji zadaniowej. Nagle spinamy mocno poślady, a szufladki w głowie przestawiają nam się na tryb “dyscyplina”. I już jesteśmy zwarci i gotowi do każdego wyrzeczenia. W niepamięć odchodzi całe życie jakie dotąd wiedliśmy. Bo od teraz jesteśmy silni!

Co w tym złego? Złego nic. Chyba, że dla naszej psychiki. Nagle zapomnieliśmy o całym naszym życiu pełnym schematów i przyzwyczajeń. To wszystko stwarzało jednak poczucie bezpieczeństwa, a co ważniejsze było zwyczajnie wpisane w nasze życie. I co tak na hura to pójdzie w zapomnienie? Czy tak się da?

No właśnie raczej… nie. Pisze raczej, bo zawsze jest odsetek ludzi, którzy potrafią przestawić swoje myślenie o 100%. Jednak sądzę, że dla naszego ciala i umysłu żadna radykalna zmiana nie jest dobra. Często przynosi więcej stresu i frustracji niż pożytku. Bezpieczniej jest wprowadzać stopniowe zmiany.

Dlaczego tak jest? Bo przyzwyczajenia mają moc, a nie sposób się kontrolować bez ustanku. To jakbyśmy szczypali sie 24h/7, bo chwila zapomnienia starczy, żebyśmy juz mieli w ustach ciastko.

I to również nic złego! Ale ile razy podczas trwającej diety karcimy siebie za to, ze coś ponadprogramowego wpadło nam w usta? Całkiem niesłusznie.

Nie wszystko na raz

Po pierwsze po to są małe zmiany, żeby powolutku delikatnie zmieniać przyzwyczajenia, które chcemy wykorzenić (pisze o diecie, bo najłatwiejszy jest taki schemat przywołać, ale to samo następuje w przypadku aktywności fizycznej, profilaktycznym badaniom, ekologicznemu podejściu etc).

Mowi się , że aby coś weszło nam w krew potrzeba miesiąca, dlatego właśnie jest to proces. Dlugotrwqly proces.ale jeśli naprawdę zależy nam na zmianie musimy wytyczyc sobie nie miesiąc na sylwetkę marzen, ale zaplanować dłuższy czas. i znowu nasza psychika cierpi, kiedy po miesiącu okazuje się, że rzucamy się na wszystko co widzimy i nie mamy ochoty ruszać się z kanapy. I to nie przez to, ze jesteśmy slabi i do niczego, a przez to, ze nie sprostaliśmy swoim własnym oczekiwaniom.czuje,y się zblazowani i zdemotywowani. “Bo lezenie i opychanie się to jedyne co mi wychodzi”.

Zbyt wyidealizowane plany to trudniejsza konfrontacja z rzeczywistością. Nie skazujmy siebie na takie cierpienie. Bo nasz obraz samego siebie dostaje po tyłku.

Dyscyplina

No właśnie. Co to znaczy zdrowa dyscyplina? Często piszę o tym, że wszystko co cenne i długotrwałe wymaga naszej siły charakteru. Kiedyś byłam bardzo radykalna. To był mój sposób na sukces. I to jest ok, jeśli Ci z tym dobrze. Ale po latach mam świadomość, że wiele mnie ominęło. Wiele drobnych rzeczy, które składają się na smakowanie życia. Croissanty w Paryżu, pizza w Mediolanie i normalne jedzenie w restauracjach bez dopytywania się o skład kiedy nikt nie ma pojęcia. To takie ludzkie. Przez te lata weganizmu czułam się bardzo często jak odmieniec i to nie w dobrym znaczeniu. Myślałam, że mi to nie przeszkadza. Nie chodzi o tłumaczenie się przed innymi czy też nie, ale o fakt, że nie mogłam być beztroska i normalna. Wszystko co trafiało do moich ust było brane pod lupę.

Wyzbyłam się tego. Kiedyś miałam kolegę, który był weganinem i nie mieściło mi się w głowie kiedy mowil, ze ktoś postawił ciasto, a on się nim zajadał. To oczywiście było “klasyczne” ciacho. To wymagało ode mnie ogromnej elastyczności umyslu, żeby dojrzeć do tego, że nie zawsze musze zamęczać wszystkich o skład. Czasem moge po prostu zjeść to co podsyla mi swiat. I tak jest ok. Czuje się wolna. Juz nie boje się sięgnąć po croissanta i inne rzeczy o niewiadomym składzie. Zdarza mi się to rzadko. Ale się zdarza. I mimo to dalej czuję się weganką.

Właśnie to nazywam zdrową dyscypliną, bo smakuje świata, a nie obrżeram go. To zasadnicza różnica. Radykalizm jest bardzo uciążliwy. A przecież trzeba ćwiczyć swoją wytrzymałość. I tak zjem tylko jeden kawałek tortu, a jak będzie z Tobą? ^^

Torcik oreo bezserowy

(Wegański)

Masa tofurnikowa:
400 g naturalnego tofu
puszka tłustego (minimum 80%) mleczka kokosowego
150 g ksylitolu
4 łyżki mąki z tapioki
1/3 szklanki soku z cytryny
skórka otarta z 1 cytryny
szczypta soli
150 masła orzechowego (u mnie z orzechów brazylijskich)
80 g kaszy jaglanej

Polewa:
100 g gorzkiej czekolady
Garstka daktyli
30 g migdałów
Garstka daktyli
2 łyżki kakao
½ szklanki wody

Na dekorację
Pół paczki oreo

Przygotwanie:
Mleczko kokosowe dać do lodówki na noc. Kaszę jaglaną ugotować w osolonej wodzie. Na koniec dodać wodę z mleczka kokosowego i dusić jeszcze chwilę. Dodać sok z cytyny i ksylitol.
Połączyć w dużej misie tofu odsączone z wody, masło, sok z cytryny, kaszę i zmiksować na gładziutką masę, nie może być żadnej grudki! Następnie dodać stałą czesc z mleczka. Miksować dalej do połączenia, masa musi być aksamitna. Dorzucić mąkę i skórkę otartą z cytryny. Piec nagrzać do 180 stopni C. Masę przełożyć do wyłożonej papierem blaszki lub formy na tartę i piec 15 minut. Zmniejszyć moc do 120 st. C i piec 45 minut. Z wierzchu tofurnik musi być delikatnie zarumieniony. Wystudzić i włożyć do lodówki na cala noc! Rano zalać daktyle wrzątkiem, dodać resztę składników na polewę, zmiksować i polać ciasto, połamać oreo i udekorować ciasto, odłożyć do zastygnięcia.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Madalena
Madalena
1 miesiąc temu

Dzięki za wpis o zdrowym podejściu do jedzenia, diety 🙌 Zgadzam się, że metoda małych kroków jest o wiele lepsza, niż nagły zryw i styl “na hurra” 😊 Chociaż ciągle się uczę, tej cierpliwości jeśli chodzi o efekty, rezultaty to ważne żeby się nie poddawać 💪 A Torcik na pewno wypróbuję😍 z podanych składników brakuje mi tylko mąki z tapioki 😅